Poniedziałek, 17 grudnia 2018. Imieniny Jolanty, Łukasza, Olimpii

Był na dnie. Teraz uzdrawia i wypędza demony w imię Jezusa [WYWIAD]

2018-09-21 19:17:41 (ost. akt: 2018-09-22 15:24:09)

Autor zdjęcia: archiwum prywatne BW/FB

— Tamtego dnia doświadczyłem realnie Boga. To coś naprawdę pięknego — mówi Beniamin Wantulok, który "nawrócił się" w wieku 21 lat. Kiedyś jego życiową pasją były narkotyki. Teraz — jak przekonuje — uzdrawia ludzi i wypędza demony w imię Jezusa Chrystusa. Filmy z "zabiegów" publikuje w Internecie.

— Przed "nawróceniem" nie należałeś do grzecznych chłopców. Jak wyglądało twoje wcześniejsze życie?
— Byłem ewidentnie zaangażowany w - powiedzmy - mocno imprezowy styl życia. Zacząłem dość wcześnie, bo już w wieku 14 lat. Alkohol coraz częściej był "normą", a wkrótce moją największą życiową pasją stały się i narkotyki.

— Z człowieka brodzącego w patologii zmieniłeś się jednak w bogobojnego gościa. Co sprawiło, że zmieniłeś drogę?
— Nie ma co się oszukiwać, byłem tzw. "patusem". Mimo to interesowałem się wieloma innymi rzeczami. Zastanawiałem się nad swoim życiem, jak to nastolatkowie. Czasem dochodziłem do momentu, w którym chciałem zmienić kierunek, ale nie miałem na to siły. Potrzebowałem życiowej prawdy, która byłaby fundamentem. Nie takiej na kilka dni, a na całe życie.

— Wielu poradziłoby ci pewnie, byś odpowiedzi szukał w Kościele.
— Pewnie byłby to najbardziej oczywisty kierunek. Ale wiem teraz, że byłby to błąd.

— Nie po drodze ci z księdzem?
— Teoretycznie niby było mi z nim kiedyś po drodze, ale nic z tego nigdy nie wynikało. Pochodzę z katolickiej rodziny, mam Chrzest, poszedłem do I Komunii Świętej itd. Zawsze jednak czułem, że to raczej "tradycja", a nie religia. Nie widziałem w tym prawdy.

— Gdzie i jak więc znalazłeś ową prawdę?
— Pewnego dnia, w akcie kompletnej desperacji uklęknąłem i powiedziałem: "Boże, nie wierzę w jakieś kościelne instytucje. Nie wierzę w księży. Ale jeśli istniejesz naprawdę, jeśli jesteś miłością, to oddaję ci moje życie. Zmień mnie".

http://m.wm.pl/2018/09/orig/baner-1-494266.jpg
fot. archiwum prywatne BW/FB

— Odpowiedział?
— Tamtego dnia doświadczyłem realnie Boga. To coś naprawdę pięknego. W ciągu chwili zaszła we mnie największa ze zmian, które w życiu przeszedłem. Jednego dnia zostałem uwolniony od narkotyków, zmieniłem światopogląd i czułem się tak, że... Nie sposób tego opisać słowami.

— Na całej Ziemi codziennie klękają przed Nim miliony. O takich odpowiedziach, jaką ty otrzymałeś, raczej się często nie słyszy.
— Bo większość z klękających tak naprawdę nie chce się modlić czy powierzyć życia Bogu. Kontynuują grę pozorów, odgrywanie teatrzyku. Oczywiście nie twierdzę, że żaden z nich gorąco nie wierzy w Jezusa. Większość jednak podchodzi do tego na zasadzie: "klęknij, przeżegnaj się, klepnij pacierz i idź dalej". Też tak kiedyś robiłem. Tamtego dnia jednak dotarło do mnie, że to nie jest zabawa. Trzeba oddać sie bezgranicznie, przyjąć Chrystusa jako zbawiciela.

— Co jest nie tak z wiarą większości?
— Wiesz... To trochę jak z przyjęciem chrztu przez Mieszka I. Ochrzcił się nie dlatego, że kochał Jezusa. To nie było duchowe odrodzenie, a zabieg polityczny, strategia dla Polski. Dziś wielu do kościoła chodzi, bo po prostu "tak wypada", albo "co powie sąsiadka". Potrafimy o Bogu mówić dużo: że się urodził w stajence, że umarł na krzyżu... Ale nikt nie zastanawia się czy Jezus faktycznie ingeruje w nasze życie. To takie chrześcijaństwo w wersji skrajnie teoretycznej.

— Tzn?
— Dam ci przykład. To tak jakby ktoś pokazał ci dziewczynę na zdjęciu i powiedział: "Patrz, może byś się w niej zakochał? Jest dobra, nie lubi kradzieży, nie lubi zabijania...". Odpowiedziałbyś pewnie: "No fajna, ale ja jej przecież nie znam". Gdy jesteś mały, to siłą rzeczy brniesz w tę iluzję i chodzisz z tym zdjęciem w portfelu. Do niektórych jednak dociera, że warto poszukać prawdziwej dziewczyny. Inni zostają w tej ułudzie np. ze strachu. Chcą należeć do jakiejś grupy społecznej, bo sami by sobie nie poradzili. Mylą jednak wygodę z duchowością.

— Utrzymujesz, że miałeś objawienie w wieku 21 lat. Rówieśnicy nie śmiali się z ciebie? Dziś bycie religijnym dla wielu to obciach.
— Wbrew pozorom dało mi to siłę. Zwłaszcza gdy dotarło do mnie jak bardzo jestem związany z narkotykami i całym tym towarzystwem. Czułem, że sam nie będę w stanie się temu przeciwstawić. Powiedzieć: "Chłopaki, ja już nie ćpam, wolę się modlić". Wyraźnie zauważyłem swoją słabość. Używki nie czyniły mnie wolnym, a mnie niewoliły. Dotarło do mnie, że jestem marionetką otoczenia. Nie chciałem iść na dno.

— Przestali się odzywać?
— Odrzuciło mnie ok. 80 procent znajomych. Część śmieje się dalej. Część jednak zauważa, że nie był to krótkotrwały akt. Paru zaczęło się zastanawiać, niektórzy sami zmienili swą ścieżkę. Też zauważają w jakim szambie byli. Gdy patrzę wstecz, to widzę jak potężny był to przeskok w moim życiu.

— Dowiedziałem się o tobie z bilbordu. Hasło: "Przyjeżdżam, modlę się, a Jezus Chrystus uzdrawia każdą chorobę i wzbudza ludzi z martwych". Skąd pomysł na taką promocję?
— Wpadł na to mój kolega. Chcieliśmy dotrzeć do większej liczby ludzi. Jestem przekonany, że dziś Jezus Chrystus uzdrawia tak samo jak kiedyś. Jako społeczeństwo zapomnieliśmy o tym przez klapki, które mamy od setek lat na oczach. Mi udało się je zrzucić, chcę dzielić się tym z innymi.

— Na tej reklamie masz koloratkę. Jesteś księdzem?
— Nie. I nigdy nie twierdziłem, ze jestem.

— W Polsce jednak koloratka kojarzy się jednoznacznie.
— Nie mogę odpowiadać za to co i jak kojarzy się w Polsce. Koloratka to zresztą nie wymysł kościoła katolickiego. Prędzej protestantyzmu. Wykorzystanie jej nie było kłamstwem, raczej zabiegiem, by zwrócić uwagę.

— Kiedy i jak uświadomiłeś sobie, że — jak twierdzisz — potrafisz uzdrawiać?
— Niemal tamtego samego dnia. Doświadczenie było tak mocne, że od razu chciałem o tym wszystkim opowiedzieć. Zagłębiłem się bardziej niż kiedykolwiek wcześniej w Biblię. Wyszedłem ze Słowem na ulicę, testowałem swoją wiarę. Szybko stało się to moim stylem życia. Czułem jak wypełnia mnie ogień Boga.

	http://m.wm.pl/2018/09/orig/beniamin2-495769.jpg

— Ponoć wystarcza go i na to, by wypędzać demony.
— Oczywiście. Dla niektórych zabrzmi to jak zabobon. Kościół uważa, że może robić to praktycznie tylko egzorcysta. Najlepiej prosto z Watykanu. Bzdura totalna. Może robić to każda osoba, która odrodziła się z Ducha Świętego.

— Udały ci się jakieś egzorcyzmy?
— Tak. Mam nawet nagrania. W przeciwieństwie jednak do uzdrowień np. nogi czy ręki, które to filmy publikujemy cały czas, wypędzanie demonów nie należy do przyjemnych widoków. Nie wrzucamy tego do Internetu.

— Wielu powie o tobie: "To szarlatan".
— Nie jestem szarlatanem. Szarlataństwem jest dla mnie bardziej to, co dzieje się w Kościele. Sprzeniewierzenie wartości. Znów słyszy się o tuszowaniu kolejnych afer wewnątrz tej instytucji. Myślę, że bliżej mi do postawy Jezusa, który wszedł do świątyni i zaczął przewracać stoły gromadzących się tam celników. Jezus to nie "chwila w niedzielę". To Bóg, trzeba z nim mieć relację cały czas. Reprezentować go godnie. Nie czuję, by w Kościele wierzono w Boga. A Pismo Święte mówi wyraźnie: "Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą. W imię moje złe duchy będą wyrzucać (...). Na chorych ręce kłaść będą i ci odzyskają zdrowie".

— Wiesz o innych podobnych ci uzdrowicielach?
— Pewnie. Współpracowałem zresztą z pewnym misjonarzem z Tanzanii. Kościół wygląda tam zupełnie inaczej. Więcej księży wierzy. Uzdrowienia czy wypędzanie duchów są tam zdecydowanie bardziej powszechnym zjawiskiem. Natomiast my, Polska, jedynie uważamy się za "Chrystusa Narodów", "Ostatni bastion chrześcijaństwa". Prawdziwie nawróconych jest bardzo mało. Zresztą: wielu z tych, którzy nazywali mnie szarlatanem, szybko zmieniło zdanie.

— Tzn?
— Zdarzyło się parę razy, że dana osoba mnie jawnie wyzywała. Później niestety jednak dopadało ją (lub kogoś z rodziny) nieszczęście i dzwoniła do mnie z pokornym pytaniem czy nie mógłbym się pomodlić. Nie żywię urazy do nikogo, więc naturalnie pomogłem.

— Co różni cię zatem od szarlatanów?
— Trzeba byłoby zdefiniować słowo "szarlatan". W mojej ocenie taka osoba korzysta z jakichś złych mocy. Na pewno nie takich, które pochodziłyby od Jezusa. Ich intencje nie są czyste. Najczęściej zresztą swoje "usługi" świadczą za pieniądze...

— A ty bierzesz za to kasę? No i skąd sam czerpiesz moc?
— Nie, nie biorę kasy. Mocy żadnej nie mam. Nie głoszę nic, co nie jest napisane w Biblii. Jestem zwykłym, normalnym chrześcijaninem. Nikim wyjątkowym. Każdy, kto się nawróci, będzie chciał się modlić za chorych. I może to robić. Nie uzdrawiam "ja jako ja". Uzdrawia Chrystus. Zwróć uwagę: ludzie chodzą z chorobami do różnych bioenergoterapeutów, szamanów. I wtedy to jest OK. A jak ktoś pokazuje prawdę, że uzdrowić może Jezus, to używają od razu miana "szarlatan".

— Liczyłeś do ilu uzdrowień doprowadziłeś?
— Trudno powiedzieć. Ok. 200 na pewno. Nie robię jednak statystyk. Rejestruję głównie uzdrowienia z ulicy, gdzie wychodzę, by głosić ewangelię. Gdy widzę kogoś chorego, to pomagam. Z miłości do bliźniego.

— Filmom można zarzucić, że są reżyserowane. Potwierdzaliście efekty lekarskimi badaniami "przed" i "po"?
— Nie prowadzimy nikogo na badania. Niektórzy jednak sami przychodzą z dokumentami. Jakąś częścią więc dysponujemy. Jakiś czas temu potwierdziła uzdrowienie np. dziewczyna, którą modlitwa uleczyła z jaskry. Czarno na białym. Jakiego dowodu bym jednak nie przedstawił, niektórzy i tak będą mówili, że to ściema. A ja wiem swoje. Tak jak i ci, którzy zostali uzdrowieni.

— To co mnie zaskoczyło szczególnie, to... uzdrawianie przez telefon. Jakim cudem?
— Gdybym to ja sam miał uzdrawiać, to sam bym był zaskoczony. Ale to robi Jezus Chrystus, który - o czym mówi Pismo Święte - uzdrawiał nawet na odległość. Przychodzili do niego ludzie, mówiąc np., że mają chorego sługę. Odpowiadał, by szli do domu, bo ów jest już zdrowy. I tak było. Ja po prostu się modlę i... to działa.

— Jak na ten "dar" zareagowała rodzina?
— Różnie. Część jest przychylna. Część pewnie za plecami się śmieje i uważa, że zwariowałem. Bez względu na to będę szedł drogą, która - wierzę - doprowadzi mnie do Chrystusa.

— Zbliża się Boże Narodzenie, później Wielkanoc... Domyślam się, że nie wypatrywać ciebie z koszyczkiem?
— Nie, nie robię czegoś takiego. W ogóle jak to brzmi? Zobacz. Z jednej strony jest Bóg. Z drugiej jakiś koszyk, jajko, kiełbasa i wiele innych rzeczy, które na przestrzeni lat ktoś dorzucał, "bo fajnie to tam wrzucić". Dla mnie bardziej realne jest uzdrowienie modlitwą. To jest w Biblii. Jest tam chodzenie z koszyczkiem do kościoła?

— Jak myślisz, skąd się to wzięło?
— Te wszystkie piękne witraże, piękne kościoły, złoto, koszyczki... Od początku chodziło o to, by ludziom w kościołach było dobrze. Teraz może już mniej, ale kiedyś prosty lud szedł do kościoła i miał być zachwycony. Tak jak z organami. Początkowo uważane za diabelski instrument. Później okazało się, że to jeszcze lepiej przyciąga ludzi do kościołów. I są niemal w każdym.

— Święta nie mają sensu? Smutne.
— Ludzie dzięki nim czują się dobrze, jest im przyjemnie. Odrywają się od codzienności. Biesiadują. Choinka, atmosfera świąt... Jak się przyjrzysz, to u niektórych tylko po tym możesz poznać, że są katolikami. Tylko dlatego uważa się, że "są wciąż przy kościele". Gdyby kościół miał polegać tylko na tym, że trzeba się modlić, nie byłoby żadnej widowiskowej otoczki, to niewielu by chciało w tym uczestniczyć.

— Po kościołach nie jeździsz. Jeździsz jednak po Polsce. Ostatnio byłeś ze swoją "misją" np. na Woodstocku. Skąd pomysł?
— Po pierwsze: mnóstwo ludzi w jednym miejscu. Ktoś powie: "Rzesza ćpunów". Ale czy Jezus nie chodził do zagubionych? Wbrew pozorom jest tam zdecydowanie więcej ludzi, którzy "poszukują". Osób, które głębiej rozmyślają nad egzystencją niż przeciętny katolik. Widać to po liczbie stanowisk z religiami wschodu, medytacjami, magią... To wszystko jest oblężone. Szukają duchowości. Pojechaliśmy tam więc po to, by głosić im o tej prawdziwej. O Chrystusie.

— Jaki efekt?
— Dotarliśmy do wielu osób. Były znów i uzdrowienia, nagrywaliśmy je. Nowe osoby zdecydowały się oddać swe życie Bogu. Nie liczyłem na to, że nawrócimy milion osób. Ale czymś wielkim jest dla mnie i ta garstka.

	http://m.wm.pl/2018/09/orig/ben3-495767.jpg
fot. archiwum prywatne BW/FB

— Byłem kilka razy na Woodstocku. To dość bezpieczne, przyjazne miejsce. Na filmach można jednak zobaczyć, że gdy zaczynacie mówić, to niektórzy robią się nieprzyjemni. Czemu imię Jezus wywołuje w nich agresję, a np. znanego z hinduizmu Kryszny nie?
— W Polsce imię Jezus wielu utożsamia bezpośrednio z kościołem. Na Woodstocku często pojawiają się ludzie, których można byłoby określić mianem buntowników. Wolą potańczyć, powygłupiać się, pośpiewać "Hare Kryszna". Bo jest fajnie i kolorowo. Gdy przychodzi do rozmowy o Jezusie, przed oczami staje im momentalnie ksiądz pedofil, wypasione samochody, ingerowanie w politykę itd. Widzą, że "strażnicy moralności" niczym nie różnią się od nich, a często są dużo gorsi.

— Na tyle to bulwersuje, by wyciągać do kogoś ręce?
— Wiesz... Rozumiem ich. Nie mam jakiegokolwiek żalu. Kiedyś też taki byłem. Ktoś zaczynał mówić o Bogu, a ja potrafiłem krzyczeć, by się zamknął. Nastąpiła jednak we mnie zmiana. Chcę sprawić, by i inni zdołali spojrzeć na Boga inaczej niż przez pryzmat kościelnej instytucji.

— W Internecie można znaleźć twoje prochrześcijańskie utwory hip hopowe. Przez rap do Jezusa?
— Kiedyś więcej nagrywałem. Czasem jeszcze po to sięgam, ale - obiektywnie patrząc - zajmuje to zbyt dużo czasu. Muzyka się przydaje, ale lepszy efekt osiągam wychodząc i modląc się za ludzi na ulicach, opowiadając im o miłości Jezusa.

— A Internet? Jest dobrym narzędziem ewangelizacji?
— Bardzo dobrym. Gdy doświadczyłem Boga, wyszedłem od razu na ulicę. Wydawało mi się, że skoro kiedyś ewangelizowali samą rozmową z ludźmi, to i mi się tak uda. Byłem naiwny. To nie działało. Zauważyłem pewną rzecz: gdy coś mówisz na ulicy, to mało kto ci wierzy. Mało kto zwraca w ogóle uwagę. Ale jak te same słowa wstawisz też na Facebooka lub na Youtube, to nie tylko chętniej cię wysłuchają, ale i uznają za bardziej wiarygodnego. Większość szuka kontaktu ze mną właśnie dlatego, że zobaczyli coś w Internecie.

— Jaki obecnie jest twój główny cel?
— Moim celem jest to, by każda osoba w Polsce dowiedziała się o tym, że Jezus nie jest jakąś bujdą czy figurką. To żywy, realny Bóg, który może zmienić życie każdego. Wierzę, że już niedługo ludzie dostrzegą, że bez niego życie nie jest pełne. Nieważne czy jesteś katolikiem, protestantem, przedstawicielem jakiegokolwiek innego wyznania. Chcę, by ludzie doznali nowonarodzenia duchowego. Jezus uzdrawiał i robi to nadal. Zabrzmi to "grubo", ale chcę zmienić swą działalnością cały świat.

— Wysoko zawieszona poprzeczka.
— Gdybym miał zakładać, że będę np. biegał tylko w zawodach rejonowych, to byłoby to słabe. Moim założeniem jest to, by wszyscy zdobyli "duchowe złoto na olimpiadzie".
Rozmawiał Kamil Kierzkowski





Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (25) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. top #2604614 | 83.6.*.* 18 paź 2018 01:15

    Wantulok katolik? Wantuloki to lutry przecież! Rozsądnie mówi. Zresztą naszrmu regionowi katolicyzm we współczesnym wydaniu jest całkowicie obcy. Najpierw byliśmy krzyżakami, potem od razu lutrami. Dopiero w 45 się najechało dziwnego towarzystwa ze wschodu

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Art #2599093 | 37.128.*.* 10 paź 2018 23:11

    Super gosc! Czyli chrzescijanin wierzacy biblijnie. Uczen Jezusa. A nie jakis tradycjonalista z KRK. Tak trzymac.

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-9) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. petra #2591206 | 85.237.*.* 29 wrz 2018 16:38

    najlepiej wrzucić wszystkich do jednego worka i wylewać wiadro pomyj nie zastanawiając się Zofio i Wy wszyscy, którzy tu piszecie zacznijcie myśleć, Beniamin rób swoje, mam nadzieję, że nie przejmujesz się tymi komentarzami, cenię Cię za odwagę składania świadectwa o Panu Jezusie, niech On Cię zawsze prowadzi.

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-7) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. Piszanin #2586669 | 81.15.*.* 22 wrz 2018 22:39

    Komentarz nisko oceniony. Kliknij aby przeczytać. U nas też jest taki jeden wizjoner ale coraz słabiej mu idzie. Ludzie już mu wierzą...

  5. Snobo #2586101 | 213.76.*.* 22 wrz 2018 10:54

    Chłopie ty dna to nawet z dwóch metrów nie widziałeś, ale dobrze bierzesz przykład z kleru. Za koraliki i modlitwy dostajesz sute wynagrodzenie i się żyje dostatnio, żeby nie powiedzieć w przepychu. Ja jako znachor także tak robię i ludzie tysiącami mnie zalewają codziennie. Pamiętajcie wiara to najdroższy towar świata !!!!

    Ocena komentarza: warty uwagi (16) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    Pokaż wszystkie komentarze (25)

    Zagraj w GRY.wm.pl

    • Goodgame Empire
    • Goodgame Big Farm
    • Goodgame Poker
    • Shadow Kings - The Dark Ages